sobota, 11 listopada 2017

Zombies, zombies everywhere!

Zanim sypnie Mikołajami jeszcze jedna refleksja na temat straszenia potworami. Pisałem, że w sezonowych reklamach pojawiających się przy okazji Halloween jest zadziwiająco mało duchów (zadziwiająco, jak na święto, które właśnie duchom jest poświęcone). Za to zombie atakują dosłownie z każdego kierunku (poniżej dwa całe pakiety reklam z zombie w roli głównej).




Sytuacja „dużo zombie, mało duchów” jest o tyle ciekawa, że z punktu widzenia mechaniki wytwarzania wyobrażeń nadprzyrodzonych nie ma tu żadnej różnicy – oba przypadki to wyobrażenia kontrintuicyjne powstające w efekcie usunięcia jednej typowej dla człowieka cechy (cielesności bądź wolnej woli). Odwołując się wyłącznie do owej mechaniki nie sposób byłoby wyjaśnić dlaczego zombie cieszą się aktualnie większą popularnością niż duchy. Przenikająca się z koncepcją kontrintuicyjności teoria epidemiologii reprezentacji (zob.: D. Sperber, The Modularity of Thought and the Epidemiology of Representations, [w:] Mapping the Mind. Domain Specificity in Cognition and Culture, Lawrence A. Hirschfeld, Susan A. Gelman (ed.), Cambridge 2002) zawsze zakładała jednak, że wpływ na sukces dystrybuowania danego wyobrażenia mają także czynniki ściśle środowiskowe. A niektóre z nich – zwłaszcza, gdy chodzi o analizę przepływu idei w sieciach społecznych – bywają koszmarnie nieprzewidywalne.
W przypadku zombie sprawa wydaje się jednak być czymś więcej niż chwilową modą. Wygląda na to, że figura zombie, która pod względem swojej kontrintuicyjności jest równorzędna figurze ducha posiada nad nią tę przewagę, że stanowi lepszą podstawę dla konstrukcji metaforycznych. Jest więc częściej wykorzystywana, bo przy jej użyciu da się mówić o  większej liczbie spraw. Innymi słowy człowiek pozbawiony wolnej woli jest bardziej użytecznym symbolem niż człowiek pozbawiony ciała. W ciągu swoje historii (K.W. Bishop, American Zombie Gothic. The Rise and Fall (and Rise) of the Walking Dead in Popular Culture, Jefferson 2010) zombie był już metaforą nazizmu, komunizmu, fundamentalistycznych terrorystów, a także opresyjności patriarchatu i społecznego konsumpcjonizmu.
Jednym z najciekawszych znanych mi przykładów takiej użyteczności zombie jest zamieszczenie scenariusza zachowań na wypadek inwazji żywych trupów na oficjalnym blogu Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorób, czyli było nie było agencji federalnego rządu USA. Amerykanie naprawdę spodziewają się zagrożenia ze strony zombie? Nie, ale jeśli jesteś przygotowany na noc żywych trupów, to jednocześnie jesteś gotów zmierzyć się z wieloma innymi znacznie bardziej prawdopodobnymi sytuacjami. A o zombie ludzie czytają chętniej niż o prawdziwych wirusach.
Dla marketingu wniosek z tego taki, że w dającej się przewidzieć przyszłości na zombie stawiać można w ciemno. Moda na żywe trupy nie powinna jakoś nagle się skończyć.
Share:

czwartek, 9 listopada 2017

Komunikat – blogi naukowe UJ


To, że ja chętnie przyznaję się do Uniwersytetu Jagiellońskiego to jedno. Teraz jednak to Uniwersytet Jagielloński postanowił przyznać się do mnie. A dokładniej do niniejszego bloga, który został umieszczony na oficjalnej liście blogów naukowych prowadzonych przez pracowników UJ. Miło.

Od tej pory na dole strony znajdziecie informacje o akcji Nauka UJ.

Share:

wtorek, 31 października 2017

Halloween – gdzie te duchy?

Współczesne Halloween to jak wiadomo popkulturowe, zinfantylizowane popłuczyny po pogańskich (prawdopodobnie celtyckich, choć to do nie do końca pewne) obrzędach związanych z zimowym zatarciem granicy między światem duchów i ludzi. A z perspektywy handlu to kolejna okazja do sezonowych działań związanych z szalenie popularnym świętem. Nic więc dziwnego, że końcówka października to istny wysyp reklam epatujących halloweenowym anturażem.

Paradoksalnie jednak duchów, będących przecież samą istotą Halloween, w halloweenowych reklamach jak na lekarstwo. Owszem jest zabawa w duchy i rozmaite formy gier ze strachem, ale duchów rozumianych jako pewien typ istot nadprzyrodzonych, albo bardziej technicznie, jako pewien rodzaj wyobrażeń kontrintuicyjnych (zob. tutaj) jest niewiele.

Dominują klimaty ogólnohorrorowe. Poniżej przykłady mrożących krew w żyłach (i bardzo udanych) tegorocznych produkcji od Mars Incorporated:




Silną reprezentacje mają psychopatyczni mordercy (Lux, Gorilla):



Podobnie z demonicznymi clownami (Burger King pastwi się nad McDonaldem):

Halloween to także okazja do raczej średnio zabawnych eventów ze straszeniem klientów (Tesco, Burger King):



I wreszcie (skąd inąd zabawne) porady o tym jakie słodycze przygotować na poczet tradycyjnego trick or treat (Snickers):



Ta nieobecność klasycznych duchów w halloweenowych reklamach jest trochę dziwne. Sytuację ratują właściwie wyłącznie browary (Guinness, Heineken), które potrafią ładnie zagrać cechami tego, co nadprzyrodzone.



A na zakończenie muszę się przyznać, że trochę oszukiwałem. W przywoływanej wcześniej serii mikro-horrorów stworzonych dla Mars Incorporated można znaleźć i taką perełkę:


Udanego Halloween. Booo!
Share:

niedziela, 20 sierpnia 2017

Siła animizmu

Omawiając kwestie związane z kontrintuicyjnością trudno było nie zwrócić uwagi na to jak wielką siłę przyciągania ma animizm (w kategoriach kontrintuicyjności rozumiany jako przypisanie cech intencjonalnego agensa obiektom i roślinom) oraz jego zaawansowana pochodna czyli antropomorfizacja (przypisanie cech ludzkich obiektom, roślinom i zwierzętom). Dziś chciałbym zająć się kwestią wyjaśnienia tego skąd bierze się ten nieodparty urok animizmu, co przy okazji powinno także pozwolić zrozumieć dlaczego w reklamach zewsząd atakują nas gadające kostki margaryny, tańczące niedźwiedzie i prowadzące samochody psy.
Generalnie rzecz biorąc wszystkiemu winne są procesy ewolucyjne odpowiedzialne za kształtowanie umysłów. Wyobraź sobie na przykład istoty obdarzone umysłami, które nie pozwalają odróżniać zwierząt od roślin czy skał. Brzmi niewinnie? No to pomyśl, że taki umysł każe owym istotom zachowywać się dokładnie tak samo bez względu na to, czy w ich pobliżu znajdować będzie się wielki kamień, krzak czy lew. Słabo.
Jeśli wśród istot wyposażonych w taki typ umysłu pojawi się mutant, któremu trafił się umysł odróżniający zwierzęta od roślin i skał, a w związku z tym pozwalający wypracować odrębne procedury uruchamiane w przypadku spotkania z  obiektami różnego typu, to taki organizm będzie się miał znacznie lepiej niż jego niezmodyfikowani pobratymcy. Ze względu na umiejętność unikania lwów i innych drapieżników właściciel takiego umysłu będzie żył dłużej i miał liczniejsze potomstwo. Aż wreszcie geny odpowiedzialne za wytworzenie jego specyficznego umysłu zdominują pulę genetyczną całego gatunku.
Lepiej zatem mieć umysł zdolny do wykrywania intencjonalnych agensów niż taki, który nie jest do tego zdolny. Dlaczego jednak ewolucja doprowadziła do wytworzenia umysłów, które doszukują się objawów życia tak, gdzie w rzeczywistości ich nie ma? Jest to kwestia bezpieczeństwa.
Powiedzmy, że wśród wspomnianego wcześniej gatunku, który nauczył się już wykrywać życie wśród przedmiotowego tła pojawi się paranoik, który na wszelki wypadek każdą najmniejszą sugestię życia będzie traktował jako przejaw jego rzeczywistej obecności. Będzie miał się on lepiej czy gorzej? Owszem, zapewne wiele razy niepotrzebnie wyda energię na ucieczkę i zmarnuje sporo szans na zrobienie rzeczy pożytecznych dla siebie.  W przeciwieństwie do istot nieogarniętych animistyczną paranoją znacznie rzadziej da się jednak podejść drapieżnikom udającym przedmiotowe tło. A skoro strategia paranoi jest strategią skuteczną to wkrótce właśnie taki typ umysłu rozprzestrzeni się w populacji.
I tak właśnie się stało. Większość co bardziej zaawansowanych gatunków zwierzęcych to animistyczni paranoicy. Ich umysły nie tylko potrafią rozróżniać intencjonalne agensy od przedmiotowego tła, ale też na wszelki wypadek będą one zakładać ich obecność przy byle pretekście. Niespodziewany hałas? Ani chybi wywołało go coś żywego. Spadający kamień? Pewnie potrąciła go jakaś skradająca się istota. Specyficzny zarys głazu? Z pewnością twarz. I tak dalej, i tak dalej.
Powszechność animistycznej paranoi doprowadziła zresztą do specyficznego wyścigu zbrojeń, w którym drapieżniki postawiły na strategie maskujące. Przykłady poniżej.


[Na wszelki wypadek - to jaguar wśród liści]


[To wąż wśród liści]

Inne gatunki skorzystały natomiast na owej paranoi w ten sposób, że sugerują obecność niebezpiecznego życia (wielkie oczy, wielka morda) mimo, że w istocie są całkiem niegroźne.



[To plecy (mówiąc eufemistycznie) żaby udające gębę]


[To odwłok pająka też udający gębę]

Człowiek nie jest wyjątkiem. On także reaguje stanem alarmowym na sygnały obecności innego życia. Jeśli więc nagle wśród powiedzmy parówek trafi się taka, która gada, to wszystko w naszych umysłach wyje „uwaga, to musi być coś ważnego”. Obawiam się więc, że choć często reklamy oparte na animizacji do subtelnych nie należą, to ze względu na ich wydajność nie ma przed nimi ucieczki.   
Share:

czwartek, 3 sierpnia 2017

Typy wyobrażeń kontrintuicyjnych w reklamach – przykłady

Po dłuższej przewie związanej z letnim rozleniwieniem wracam do kwestii zróżnicowania wyobrażeń kontrintuicyjnych. Żeby nie powtarzać rzeczy, o których mowa była w poprzednich postach przypomnę tylko, że rzecz jest istotna, bo wiąże się z problemem atrakcyjności i zapamiętywania przekazu. A dotychczas przedstawione wnioski były takie, że wśród kontrintuicyjne zniekształcanych wyobrażeń wyobrażenia obiektów uznawane są za mniej istotne, niż wyobrażenia osób, a wśród wyobrażeń osób najważniejsze są te, które są zainteresowane ludźmi (mają ochotę i możliwości wpływania na ich sytuację).

Dziś chciałbym tę hierarchię pokazać na przykładach wybranych reklam. Poprzedzę je jednak tradycyjnym ostrzeżeniem: poniższe porównanie dotyczy wyłącznie kwestii zastosowania różnych typów wyobrażeń kontrintuicyjnych, czyli jednego z wielu potencjalnych czynników odpowiadających za atrakcyjność, czy skuteczność reklamy. Najbardziej wydajny rodzaj wyobrażeń kontrintuicyjnych w połączeniu z czynnikami niskiej jakości i tak da w efekcie kiepską reklamę i odwrotnie – zastosowanie wyobrażeń kontrintuicyjnych, które same w sobie mają stosunkowo niski stopień atrakcyjności, ale występujących łącznie z wydajnymi czynnikami innego typu może w efekcie doprowadzić do powstania reklamy atrakcyjnej i skutecznej.

Zacznijmy od niewidzialnego mercedesa.


Pomysł fajny. Tyle, że nie z punktu widzenia teorii opisującej hierarchię wyobrażeń kontrintuicyjnych. Owszem samochód pozbawiony jednej z typowych dla obiektów cech, czyli w tym przypadku widzialności, przyciąga uwagę, ale nie tak dobrze, jak czyniłby to niewidzialny agens.

A propos.


Zgodnie z teorią niewidzialni ludzie, żeby już trzymać się tej formy zniekształcenia, są lepsi niż niewidzialne samochody.

A jeśli chodzi o agensa niezainteresowanego i zainteresowanego, to przykładem tego pierwszego mogą być personifikowane produkty z Biedronki.


Niby kontrintuicyjność całą gębą, ale powstające w jej wyniku wyobrażenia zainteresowane są co najwyżej sobą nawzajem, a  nie ludźmi. Czyli zgodnie z teorią to ten mniej ważny rodzaj kontrintuicyjnych agensów.

A teraz kontrintuicyjny agens, który jest zainteresowany, tym jak ludzie się zachowują.


No cóż. Tej pandzie naprawdę nie jest wszystko jedno. I właśnie panda wygrywa w naszym małym konkursie na najwydajniejsze wyobrażenie kontrintuicyjne.
Share:

czwartek, 29 czerwca 2017

Kontrintuicyjny agens w laboratorium i w terenie

Dzisiejszy wpis to swoisty dodatek do postu Kontrintuicyjność kontrintuicyjności nierówna, w którym pisałem o hierarchii ważności wyobrażeń kontrintuicyjnych (a w konsekwencji o ich rożnym wpływie na poczucie atrakcyjności i zapamiętywanie). Wnioski były takie, że kontrintuicyjne intencjonalne agensy są ważniejsze niż kontrintuicyjne obiekty, a wśród agensów najważniejsze są te, które posiadają cechy osoby mającej ochotę i możliwości działać na naszą korzyść. Powyższe tezy weryfikowane były empirycznie i dzisiaj właśnie o tym.
Badania tego rodzaju prowadził między innymi zespół w składzie Ilkka Pyysiäinen, Marjaana Lindeman i Timo Honkela (Counterintuitiveness as the Hallmark of Religiosity, „Religion” 2003/33). Generalnie dotyczyły one sprawdzenia ogólnej tendencji do uznawania twierdzeń kontrintuicyjnych za religijne (co się zresztą potwierdziło), ale przy okazji testowano także wpływ, jaki na stopień tego uznania wywiera obecność intencjonalnego agensa. W badaniu wykorzystano zestaw dwudziestu pięciu twierdzeń, z których dziewięć było intuicyjnych, a piętnaście kontrintuicyjnych. W czterech wyrażeniach kontrintuicyjnych nie pojawiał się intencjonalny agens, w sześciu był to agens zainteresowany ludzkimi działaniami i posiadający wiedze na ich temat, w czterech kolejnych agens był takiej wiedzy pozbawiony. Przykłady wykorzystanych twierdzeń to:
  • Podczas wielkiego święta, król zawsze rozdawał żywność ubogim (twierdzenie intuicyjne)
  • Mówiono, że mieszkańcy wielkiej wioski Almol mieli grubą owcę, która potrafiła latać (twierdzenie kontrintuicyjne bez intencjonalnego agensa)
  • Chłopiec usłyszał głos z nieba mówiący „Nie lękaj się” (kontrintuicyjny, zainteresowany, intencjonalny agens z wiedzą)
  • Diggi wierzą w istnienie istoty zachowującej się, jak normalni ludzkie, ale nieposiadającej żadnych myśli ani pamięci (kontrintuicyjny intencjonalny agens pozbawiony wiedzy i zainteresowania) 
Badani statystycznie częściej wybierali twierdzenia kontrintuicyjne. Wśród twierdzeń kontrintuicyjnych chętniej wybierano jednak te, w których występował agens, niż te, w których był on nieobecny. Agens zainteresowany ludzkimi sprawami i posiadający na ich temat wiedzę był przy tym wybierany częściej niż ten, który takiej wiedzy lub zainteresowania był pozbawiony.
Innym przykładem badań dotyczących preferowania kontrintuicyjności agensa (tym razem wprost w narracjach tradycyjnych) przeprowadził zespół w składzie Justin Barrett, Emily Burdett i Tenelle Porter (Counterintuitiveness in Folktales: Finding the Cognitive Optimum, „Journal of Cognition and Culture” 2009/9). Poddano w nim analizie 73 tradycyjne opowieści pochodzące z rozmaitych części całego świata (Rosja, Finlandia, Chile, Północna Ameryka, Chiny, Afryka Południowa, rejon Południowego Pacyfiku, Afryka Północna). Sędziowie oceniali zarówno ilość wyobrażeń kontrintuicyjnych, jak i stopień kontrintuicyjności każdego z tych wyobrażeń, czyli ilość nieobecnych lub przetransferowanych cech danego wyobrażenia. W sumie w przeanalizowanym materiale wskazano 116 wyobrażeń kontrintuicyjnych.
Jeżeli natomiast chodzi o szczegóły, to w 20 opowieściach (27.4%) nie występowało żadne wyobrażenie kontrintuicyjne. W 23 opowieściach (31.5%) było po jednym takim wyobrażeniu, a w 19 (24.7%) dwa wyobrażenia kontrintuicyjne, co stanowi przytłaczającą większość wszystkich opowieści, w których takie wyobrażenia w ogóle wystąpiły (79.2%). W 99% te wyobrażenia miały współczynnik kontrintuicyjności na poziomie 1 (108 wyobrażeń) lub 2 (7 wyobrażeń). Tylko jedno wyobrażenie posiadało 3 różne naruszenia intuicyjnych oczekiwań. Większej liczby takich naruszeń nie odnotowano. Co najistotniejsze, 98.2% tych wyobrażeń (114) było wyobrażeniami dotyczącymi agensa. 61% (69) było zwierzętami, którym dodano ludzkie kompetencje mentalne. Pozostałe były kontrintuicyjnymi wyobrażeniami ludzi (32), lub obdarzonymi wolą i możliwością działania artefaktami (8).
Zarówno eksperymenty, jak i analiza realnego materiału folklorystycznego wydają się więc potwierdzać, że najważniejsze i najskuteczniejsze w utrwalaniu treści są nie dowolne wyobrażenia kontrintuicyjne, a wyobrażenia kontrintuicyjnych agensów (a już zupełnie najlepsze są agensy mogące i chcące). Wnioski z tego takie, że jeśli kontrintuicyjność ma być narzędziem pozytywnego wpływania na skuteczność odbioru danych treści, to towarzyszyć powinna jej animizacja i personifikacja.
Share:

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Kontrintuicyjność kontrintuicyjności nierówna

Pisałem wcześniej, że marketing, który przygląda się mitowi powinien poświęcić szczególną uwagę kwestii wyobrażeń kontrintuicyjnych, takich jak mówiące psy, czy niematerialni ludzie (zob. tutaj). Rzecz jest warta uwagi, bo to stosowana z umiarem kontrintuicyjność (zob. tutaj i tutaj) sprawia, że zawierające ją komunikaty wydają się bardziej atrakcyjne i są lepiej zapamiętywana niż komunikaty złożone wyłącznie ze zwykłych wyobrażeń intuicyjnych (szczekający pies), a także z wyobrażeń dziwacznych, lecz niekontrintuicyjnych (miauczący pies).

Czy jednak wszystkie wyobrażenia kontrintuicyjne są równie skuteczne w przyciąganiu uwagi odbiorców? Nie. W kategorii wyobrażeń kontrintuicyjnych istnieje wewnętrzna hierarchia ważności sprawiająca, że jedne z nich skuteczniej zwracają na siebie ludzką uwagę niż inne.

Przede wszystkim – jak twierdzi Pascal Boyer (Why Do Gods and Spirits Matter at All?, [w:], Current Approaches in the Cognitive Science of Religion, I. Pyysiäinen, V. Anttonen (red.), London-New York 2002) – kontrintuicyjne wyobrażenia animizowane, są ważniejsze niż kontrintuicyjne wyobrażenia obiektów martwych. Z tych względów mówiący pies, skuteczniej przykuwa nasza uwagę niż na przykład kwitnący kamień. Technicznie rzecz biorąc ważniejszymi niż inne są te wyobrażenia, których podstawą są kategorie ontologiczne OSOBY i ZWIERZĘCIA, lub takie wyobrażenia których podstawą są kategorie ROŚLINY lub ARTEFAKTU, ale którym jednocześnie dodano cechy OSOBY lub ZWIERZĘCIA.

Wśród kontrintuicyjnych wyobrażeń animizowanych ważniejsze z kolei są te wyobrażenia, w których obecne są cechy OSOBY, a nie ZWIERZĘCIA. I wreszcie wśród wyobrażeń posiadających cechy OSOSBY istotniejsze są te, które charakteryzuje duża wiedza i duża możliwość działania.

Ta hierarchia ważności posiada uzasadnienie ewolucyjne. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że dla przetrwania ważniejsza jest zdolność do wykrywania zwierząt wśród przedmiotowego tła (np., roślin), niż umiejętność odwrotna. Przypadkowe potraktowanie krzaka tak, jak gdyby był on lwem nie jest tragedią. Oczywiście taka pomyłka pociąga za sobą pewne koszty: utratę energii wydaną na niepotrzebną ucieczkę, stratę czasu, który można było przeznaczyć na działania pożyteczne itp. Są to jednak koszy nieporównywalne z błędem odwrotnym, to jest z potraktowaniem lwa tak, jak gdyby był on krzakiem. Ludzki umysł skanuje zatem napływające do niego dane przede wszystkim w poszukiwaniu wzorców świadczących o obecności bytów ożywionych. Boyer mówi wręcz o hipertrofii systemu wykrywania intencjonalnego agensa, mając na myśli swoistą nadwrażliwość modułów umysłu odpowiedzialnych za wyszukiwanie świadomego życia, która często prowadzi do zakładania obecności intencjonalnego agensa tam, gdzie w rzeczywistości go nie ma. Owa nadwrażliwość jest jednak ewolucyjnie ukształtowaną adaptacją. Lepiej bowiem trzy razy pomylić gałąź z wężem niż raz węża nie zauważyć.

Wśród kontrintuicyjnych intencjonalnych agensów szczególne miejsce zajmują z kolei te, które rozpoznawane są jako atrakcyjni partnerzy potencjalnych transakcji społecznych. Przyczyną tej istotności jest istotność samego społecznego sposobu bycia człowieka i wykształcenie licznych modułów umysłu obsługujących ten wymiar naszej egzystencji. Nie tylko zatem jesteśmy nastawieni na wyszukiwanie w naszym otoczeniu agensów, ale też staramy się ocenić, czy możemy z takim agensem wejść w korzystną interakcję społeczną. Także i w tym przypadku zachodzi przy tym swoista hipertrofia owej tendencji. Przed lwem będziemy więc, co prawda, uciekać, ale już „mądrze” patrzący nam w oczy pies ma spora szanse nakłonić nas do prób nawiązania werbalnego dialogu. Rozmawiamy zresztą nie tylko z psami i kotami, ale również komputerami, odruchowo bowiem traktujemy pozór komunikacji, jako świadectwo społecznej kompetencji domniemanego interlokutora (Justin Barrett, Theological Correctness: Cognitive Constraint and the Study of Religion, „Method and Theory in the Study of Religion” 1999/4).

Wśród agensów za szczególnie ważnych uznamy więc takich, z którymi, po pierwsze, można nawiązać relacje. Muszą więc oni posiadać cechy nie jakiegokolwiek agensa, ale agensa ludzkiego. Po drugie, wśród quasi-ludzkich agensów posiadających zdolności komunikacyjne, istnieć będą takie, które jawić się będą jako szczególnie atrakcyjni partnerzy interakcji społecznych. Będą to takie agensy, od których można oczekiwać znacznych korzyści, związanych na przykład z ich przerastającą człowieka wiedzą lub zasobnością. Nie przypadkiem bytom nadprzyrodzonym przydaje się najczęściej nielimitowany dostęp do informacji społecznie strategicznych i uznaje je za źródła dostatku.

Ostatecznie sytuacja wygląda zatem tak, że wyobrażenia kontrintuicyjne generalne rzecz biorąc wydają się nam atrakcyjniejsze niż wyobrażenia intuicyjne i po prostu dziwaczne. I właśnie je zapamiętujemy lepiej. Jeśli jednak konkurs na stopień atrakcyjności dotyczy samych wyobrażeń kontrintuicyjnych, to najgorzej wypadną w nim wyobrażenia kontrintuicyjnych obiektów, którym nie przydano żadnych cech intencjonalnego agensa. Wśród kontrintuicyjnych intencjonalnych agensów te o cechach ludzkich poradzą sobie lepiej niż te o cechach wyłącznie zwierzęcych. Natomiast wśród kontrintuicyjnych osób najlepiej poradzą sobie te, które mogą i mają ochotę działać na naszą korzyść. Prostą konsekwencją działania tych reguł jest nacisk na selekcję takich opowieści, które nie tylko są kontrintuicyjne, ale też w których kontrintuicyjność dotyka akurat agensów, a już w szczególności na takie w których ów agens jawi się jako atrakcyjny partner społecznych interakcji. I taki kształt mają właśnie mity, co nie powinno ujść uwagi specjalistom od komunikacji marketingowej.
Share: