Kontynuujemy próby zbudowania
definicji religii, która mogłaby być użyteczna dla marketingu (w ramach myślenia
„marki są jak religie”). Ostatni wpis, był o tym, że jest z tym kłopot, bo jeśli
zaczynamy definiować substancjalne (mówiąc, czym jest religia), to od razu będą
się nam pojawiać elementy zaskakująco etnocentryczne (związane z „naszymi” religiami,
ale nie z religiami w ogóle). A gdy uciekamy...